M A R S E I L L E coś więcej niż city break

Do Marsylii dotarliśmy pod koniec listopada. Przywitał nas MISTRAL – jak mówią mieszkańcy – wiatr wiejący od Lyonu i miejscowi w kurtkach puchowych, czapkach i szalikach, którzy „zamarzali w temperaturze 11 -16 *C. Recepcjonista hotelu, do którego przybyliśmy zapewnił nas , że jeszcze będzie normalnie czyli cieplej niż obecnie. My lżej ubrani w lekkie kurtki przeciwwietrzne i takie same spodnie ruszyliśmy entuzjastycznie w miasto i do portu. Szybko i nieprzyjemnie przekonaliśmy się, że wiatru tego nie należy lekceważyć! Pomimo mocnego słońca przynosił on naprawdę przenikający chłód!

Marsylie znaliśmy głównie z jej „złej sławy” jako miasta niebezpiecznego i oczywiście z filmu „Taxi”. Lazurowe Wybrzeże znane było mojemu mężowi jedynie z filmów z Louise DeFunes, a podróż na południe Francji było jego dziecięcym marzeniem.

Nie było to miasto pierwszego wyboru a mnie bardziej niż Marsylia interesowała Prowansja z jej lawendową historią. Trafiliśmy tam więc trochę „przez przypadek” teoretycznie jako przystanek w drodze do Hiszpani, ale zaciekawieni tym miejscem zostaliśmy tam ponad dwa tygodnie…!

Stare miasto jest bardzo kompaktowe i idealnie nadaje się na modny aktualnie trend – city break, jest też świetnie skomunikowane.Wszystkie atrakcje znajdują się w zasięgu komunikacji miejskiej (autobus, tramwaj, metro). Z portu promem można dostać się na Archipelag Frioul (Archipel du Frioul), składający się z czterech głównych wysepek:Pomègues, Ratonneau, If (ze słynnym zamkiem d’If) i Tiboulen. Miasto jest bardzo barwne z uwagi na wszechobecne murale znajdujące się głównie w dzielnicy historycznej Le Panier (Stare Miasto) oraz w okolicach Starego Portu (Vieux Port).  Dzielnica Cours Julien, znana z artystycznego klimatu jest również pełna sztuki ulicznej, a okolice Vallon des Auffes oferują malownicze uliczki z muralami. Stanowią one zarówno formę wyrazu artystycznego a umieszczane na witrynach i roletach kawiarni czy sklepów  stanowią spersonalizowaną i unikatową reklamę,  ale równie często są wyrazem głosu ulicy.Jeśli szukacie pięknego widoku na miasto i morze idealnym miejscem jest Bazylika Notre Dame de la Garde. Natomiast Fort Saint-Jean to świetne miejsce na spędzenie leniwego słonecznego dnia w nieoczywistym miejscu. Znajduje się tam też kawiarnia i muzeum wraz z wystawami czasowymi.

Barwność Marsylii to również różnorodność jej mieszkańców. Są dzielnice zamieszkane i „okupowane” przez społeczność arabską i nie jest tam aż tak niebezpiecznie (przynajmniej w centrum i za dnia). Można kupić przyprawy i zioła, wypić miętową herbatę czy zjeść arabskie słodkości, obiad czy lunch. Warto powłóczyć się ulicami pieszo aby poznać mieszkańców, kolory i smaki co zresztą uczyniliśmy.Obowiązkowo na mieście smakowaliśmy kawę z czymś słodkim. I tu wkroczyliśmy w świat wspaniałości od magdalenek przez miejscowe ciasteczka navettes – zwane od ich kształtu przypominającego małe łódeczki przepięknie pachnące kwiatem pomarańczy! Ciastka te po zakupie można przechowywać nawet do 12 miesięcy, nie tracąc nic na ich unikatowym smaku. Aby przywrócić ich aromat należy na parę minut włożyć je do piekarnika.

W mieście nie brakuje cukierni a w nich królują pistacjowe ciastka, flany, drożdżówki a nawet niezwykły chleb pistacjowy. Wielokrotnie odwiedzałam Francję ale nigdy nie natrafiłam na chleb pistacjowy w regionach, które zwiedzałam do tej pory. Ukoronowaniem były ptysie, które zawładnęły mną bez reszty! Trafiliśmy również na sklepik pełen słodkości i orientalnych przypraw. Pełno w nim było galaretek zwanych lukum, glinek, ziół i lokalnych mydeł marsylskich.Poczuliśmy się jak na wycieczce w Maroko. W porcie znajduje się muzeum mydła.

W niedziele obowiązkowo do portu na lokalny targ od 8 rano do 13.00. Przybywają miejscowi i turyści na zakupy. Można kupić lokalne produkty i ryby prosto z połowu. Jest miło  zwłaszcza jak dopisze pogoda i zawsze jest muzyka na żywo. Najbardziej zaskoczyła mnie cena ryb, która  była niższa niż w Grecji czy Chorwacji!

W sobotę jak i w niedzielę na targu odbywają się protesty, które przybierają formę spotkań towarzyskich i zbiorowej terapii społecznej przy okazji walki o ważne sprawy społeczne. Protestujący spotykają się na kawie i posiłkach w gronie „bliskich wspólnej ich sprawie” -współprotestujących. Zresztą przypomina to trochę piknik i spotkanie towarzyskie. Teraz rozumiem dlaczego w przewodniku po Paryżu jako jedną z atrakcji zwiedzania proponuje się udział w pikiecie -obojętne jakiej…

Zwiedziliśmy również park Calanques znajdujący się niedaleko Marsylii z trasami do trekkingu gdzie  łatwo można dotrzeć komunikacją miejską z centrum Marsylii (2* przesiadki). Ostatni autobus (nr 20) dowoził nas do zatoki i miejscowości o tej samej nazwie. Można tam było bezpośrednio wejść na szlak lub podejść na wybrzeże i podziwiać bajeczne widoki z Cap Croisette. W porcie w samym centrum miasta oferowane są wycieczki drogą morską, podczas których można podziwiać  park od strony morza.

WYNAJEM AUTA

Aby zwiedzić okoliczne miejscowości Cassis i La Ciotat wynajęliśmy auto z wypożyczalni. W żadnym wypadku nie należy pozostawiać go zaparkowanego bez nadzoru na ulicy na noc chyba, że chcemy mieć powybijane szyby i splądrowane wnętrze auta bo i takie się zdarzało nam widzieć na ulicach. My skorzystaliśmy z płatnego podziemnego parkingu nieopodal hotelu, w którym nocowaliśmy. Jazda za miastem jest w miarę komfortowa natomiast poruszanie się po Marsylii autem jest niebezpieczne i ryzykowne.  Do Aix-en-Provance i Awinion najlepiej wybrać się pociągiem z centrum miasta, (bilety warto kupić z wyprzedzeniem bo ceny są wtedy niższe).

BEZPIECZEŃSTWO

Co do ciemnej strony „mocy” Marsylii…jest w niej pełno bezdomnych osób. Na dworcu kolejowym trzeba uważać na walizki i torebki i nie pozostawiać ich samych bez opieki. Jest tam też wiele narkomanów. W centrum przy wejściach do metra koczują bezdomni na materacach. Smród moczu i potu czasem jest naprawdę odpychający. W galeriach handlowych i muzeach bądźmy gotowi na obecność ochrony i obowiązkową kontrolę zawartości torebki czy plecaka. Poza tym jeśli nie zapuszczamy się na osiedla poza miastem jest tam całkiem bezpiecznie.

Marsylia to barwne i ciekawe miasto portowe, pełne atrakcji. Nie sposób się tam nudzić. Francja jest jednym z najdroższych, które odwiedziłam obok Słowenii i Szwajcarii znanym mi krajem w Europie, ale wyjazd tam poza sezonem w listopadzie do początku grudnia pozwala zwiedzić miasto i okolice w mniej zawrotnych cenach i w przyjemnej o tej porze roku temperaturze (11-19*C). Polecam szczególnie na City break! Nie zrujnuje portfela a pozwoli poznać inną stronę lazurowego wybrzeża.

Korektor: Sabinka

 SŁOWNICZEK:

Lukum– (rachatłukum, lokum, loukoumi) to popularny słodki przysmak z Bliskiego Wschodu i Bałkanów, przypominający galaretkę, robiony ze skrobi, cukru, wody i aromatyzowany wodą różaną, sokami owocowymi, wanilią często z dodatkiem orzechów, a na koniec obtaczany w cukrze pudrze lub kokosie.

Artykuł nie zawiera sponsorowanych linków, służą one jedynie za punkty orientacyjne do samodzielnego odkrywania Marsylii.

Dodaj komentarz

M A R S E I L L E coś więcej niż city break