
„Jedźmy na Węgry podobno jest tam fajnie” – to słowa mojego męża. Tak zaczęła się nasza przygoda z tym krajem do którego nie miałam wtedy ochoty pojechać a jednak pojechałam i nie żałuję. Przez kilka kolejnych lat z rzędu udało się nam zwiedzić niemal całe Węgry od Debreczyna poprzez Eger, Egerszalok, Budapeszt, Hortobagy, jezioro Cisa, Tokaj, Med, Balaton od strony Balatonello i od strony Badacsonytomaj, Miszkolc, Keszthely, Veszprem oraz Bukki Nemzeti Park po Tihany /w maju 2025 r./.
Węgry znajdują się stosunkowo blisko od Polski a jednocześnie na tyle daleko, aby cieszyć się wyższymi niż u nas temperaturami (szczególnie wiosną i jesienią). Dlatego zarówno wiosna jak i jesień to bardzo dobry czas na wizytę w tym kraju, tym bardziej, że w tym okresie jest tam cicho i spokojnie. Przez wiele lat z rzędu wybieraliśmy Węgry na majówkowy pobyt z tego właśnie powodu. Poza tym można napić się doskonałych win, zwiedzić winnice i zjeść pyszne potrawy, w których królują ryby słodkowodne, papryka i gulasze. Fajnie jest też pomoczyć się w termalnych źródłach w ciekawych okolicznościach przyrody (znacznie taniej niż w naszym kraju zwłaszcza w tych niewielkich i lokalnych miejscach) i oczywiście pozwiedzać. W tym samym czasie w Polsce tłumy forsują wszystkie najbardziej popularne zakątki w kraju.
Na Węgrzech przypadło nam do gustu kilka miejsc a jedno nie przekonało nas do siebie…
PUSZTA, czyli Hortobagy Nemzeti Park
DEBRECZYN I HAJDUSZOBOSZLO
MISZKOLC – miasto przemysłowe
EGER I EGERSZALOK
TOKAJ, TARCAL i MAD
BALATON I TIHANY
BUDA/PESZT, czyli stolica kraju
REGION A WINO
WĘGRY – co kupić?
POZA SZLAKIEM










PUSZTA, czyli Hortobagy Nemzeti Park
Park Narodowy Hortobagy to piękny niezwykle malowniczy i rozległy step na wielkiej nizinie węgierskiej położony w dolinie rzeki Cisy. Główną atrakcją tego miejsca jest sama puszta, jej charakter, historia, przyrodnicze walory i niezwykłe połączenie wody, przestrzeni i żyjących tam różnych gatunków ptaków co sprawia, że to miejsce jest wyjątkowe. Pusztański step, który ciągnie się aż po horyzont, wiejący wiatr i odgłosy ptaków stwarzają niezwykłe wrażenie. Gdyby ktoś mi powiedział wiele lat temu, że spodoba mi się takie miejsce nie uwierzyłabym mu bo zwykle nie przepadam za nizinami. Można odnaleźć tam siebie samego w niezmąconym krajobrazie. Przestrzeń i wiatr są jak kąpiel oczyszczająca dla ciała i duszy. Można złapać oddech i poczuć niczym nieograniczoną wolność.
Puszta o każdej porze roku zmienia się podobnie jak las. Można ją zwiedzać na wiele sposobów łodzią, pieszo lub kolejką wąskotorową, która przed sezonem czynna jest jedynie w weekendy (warto sprawdzić wcześniej na stronie internetowej). Fajnym przystankiem wędrówki są istniejące tam punkty widokowe i obserwacyjne zachwycające widokiem szczególnie miłośników ptaków. Mnie zauroczyło to miejsce tak samo jak kilka lat wcześniej Mad, Tokaj i Tarlak. W tych ostatnich szczególnie winnice i niezwykły spokój tam panujący. Pierwszy raz będąc w Tokaju przekonałam się do wypicia słodkiego wina za którym w owym czasie nie przepadałam (w winnicy Rakoczi gdzie po raz pierwszy zobaczyłam zasuszone liście winorośli (dzięki których można było rozpoznać różne gatunki winnych szczepów). Od tamtej pory jestem jego zwolennikiem. Jest niezwykłe i smakuje jak tamtejsze winogrona dojrzewające w jesieni na krzakach tuż przed zbiorem, (wiem, bo próbowałam i na własnym żołądku przekonałam się o skuteczności bakterii fermentacyjnych obecnych na skórce…)





DEBRECZYN I HAJDUSZOBOSZLO
Na wschód od Parku Narodowego Hortobagy znajdują się jeszcze dwa miejsca, które warto zobaczyć – to Debreczyn i Hajduszoboszlo. Do Debreczyna wybraliśmy się z prozaicznych powodów. Baza noclegowa w okolicach puszty jest bardzo ograniczona więc aby zwiedzić pusztę, Debreczyn okazał się dobrym punktem wypadowym. Jak mówię Debreczyn to myślę kiełbaski debreczyńskie i zupa estragonowa, którą zjedliśmy w restauracji przy hotelu, w którym się zatrzymaliśmy. Zupa o niespotykanym dla mnie dotąd smaku była tak pyszna, że zjadłam tyle ile mi podano, czyli cały litrowy garnuszek! Dodam, że estragon w zupie nie był suszony a świeży. Sam Debreczyn jest ciekawym miastem z bardzo przyjemnym parkiem, który zajmuje dość dużą powierzchnię. W parku znajdują się termy, aquapark, bardzo ciekawe place zabaw dla dzieci, boiska do gry, siłownia na świeżym powietrzu, ale też kawiarnie i restauracje. Wszystko w otoczeniu zielonego parku. Każdy znajdzie coś dla siebie. Szczególnie dużo w nim atrakcji dla maluchów. Hajduszoboszlo znane jest niemal wszystkim głównie lub jedynie z basenów termalnych. Jednak nie wybraliśmy się do Hajduszoboszlo ponieważ osobiście wolimy baseny te mniejsze i lokalne.
MISZKOLC – miasto przemysłowe
To jedno z niewielu albo nawet jedyne miejsce jak do tej pory, które nas nie zachwyciło. Pojechaliśmy tam zwabieni niezwykłymi termami w grocie. Termy były bardzo ciekawe jak również pobliski park, w którym pięknie rozkwitły wodne lilie, jednak samo miasto nie przekonało nas do siebie. Bardziej nowoczesne z blokowiskami bez klimatu, który sprzyjałby spokojowi. Szybko się z stamtąd ewakuowaliśmy zaraz po opuszczeniu term.
EGER I EGERSZALOK
Eger i jego okoliczne winnice to świetny wybór na przyjemny wyjazd, zwłaszcza, że w pobliskim Egerszalók są wspaniałe źródła termalne. Na Węgrzech zawsze zaskakiwały mnie źródła termalne obecne niemal wszędzie jak łaźnie w starożytnym Rzymie. Nawet jak przejeżdżaliśmy przez wioski niemal w szczerych polach były i tam małe lokalne termy odwiedzane niemal wyłącznie przez samych Węgrów. Raczej skromne bez atrakcji czy zjeżdżalni dla dzieci, ale w cenach „na każdą kieszeń. Te w Egerszaloku są duże z atrakcjami a przy nich hotel ze SPA i naturalne spiętrzenia mineralne i kaskady spływającej z nich wody termalnej. Nieopodal na północ od Egeru znajduje się Park Bukki Nemzeti idealny na spokojne spacery a kawałek dalej urokliwadolina Szalajka.
Szczególnie polecam ten rejon dla miłośników win wytrawnych i półwytrawnych oraz amatorów SPA i pieszych spacerów w łagodnym terenie. W samym centrum Egeru znajdują się również zabytkowe i klimatyczne termy tureckie z wodą zawierającą radon. Z tego powodu zaleca się przebywanie w wodzie do maksymalnie 2,5h jednorazowo. Najstarszy wybudowany w tych termach basen powstał w 1610 r! Jest w nich coś z tureckiego klimatu. Jeśli chcecie spróbować i zakupić lokalne wina to można to zrobić w jednym miejscu w dolinie Pięknej Pani bez konieczności odwiedzania winnic w całym regionie.












TOKAJ, TARCAL i MAD
W Tokaju jedliśmy po raz pierwszy na Węgrzech ryby słodkowodne smażone na głębokim tłuszczu. Mnie najbardziej smakował keszeg, czyli leszcz serwowany w jednej z wielu smażalni ryb w tamtych rejonach. Mimo iż nie była to wykwintna restauracja a smażalnia ryb których tam nie brakuje , ryba smakowała wyśmienicie, była świeża i świetnie przyrządzona. Tokaj to przede wszystkim region doskonałych słodkich win węgierskich. Warto zwiedzić lokalne winnice. Większość z nich ma długą historię wytwarzania tego trunku jak piwnice Rakoczego. Każda z nich jest wyjątkowa i warta odwiedzenia, (część z nich otwarta jest wyłącznie w weekendy). Dotyczy to zwłaszcza okresu przed lub po sezonie turystycznym lub/i winiarskim). Warto wcześniej sprawdzić stronę internetową z godzinami zwiedzania. Polecam też obserwować lokalne wydarzenia jak święto wina często z degustacją zwiedzaniem a czasem imprezą z muzyką i posiłkiem.
Ponieważ nie znaleźliśmy w Tokaju spokojnej miejscówki poszukaliśmy jej w okolicach i tak trafiliśmy do Tarcala, małej spokojnej miejscowości w odległości 10 min jazdy autem od Tokaja. Cisza spokój i świerszcze. Było tam naprawdę cudownie. Potwierdza to znajdujące się tam ekskluzywne SPA. Okolica sprzyja nieśpiesznym spacerom i absolutnemu spokojowi. Na każdym kroku dało się odczuć winiarski charakter regionu. Poza tym, jeśli zależy Wam na odcięciu się od zbyt dużej ilości bodźców i pobyciu w otoczeniu przyrody to warto wybrać Tarcal lub Mad.
W Mad zjedliśmy wspaniałe późne śniadanie z widokiem na winnice. Jest to idealne miejsce na romantyczne chwile w otoczeniu winnic. W okolicy znajduje się wąwóz lessowy i szereg punktów widokowych, z których można podziwiać widoki. Oczywiście dobrze jest zwiedzić również okoliczne winne piwniczki, które wyglądają bardzo malowniczo. Na północ od miasta znajduje się niezwykły zamek z kładką prowadzącą na basztę , z którego rozpościera się piękny widok na okolice.












BALATON I TIHANY
Miejscem, które bardzo przypadło mi do gustu jest Balaton a szczególnie od strony półwyspu Tihany i okolice Badcsonytomaj. Balaton do tej pory kojarzył mi się głównie z wakacjami Polaków w PRL-u tłumnie wyjeżdżających do zaprzyjaźnionego kraju. Węgierskie morze, bo tak mówi się na to jezioro, jest naprawdę olbrzymie. Woda w słońcu ma kolor błękitny od jasnego po głęboki granat w pochmurne dni. Od strony Balatonello jest bardzo płytkie i trzeba iść bardzo długo, żeby woda sięgnęła powyżej kolan! To świetne miejsce na sporty wodne i urlop z maluchami. Druga strona jeziora to głównie winnice położone bardzo malowniczo na wzgórzach schodzących do jeziora. Wiosną jest tam przepięknie i jak to na Węgrzech znacznie cieplej niż u nas w tym samym czasie. My wielokrotnie trafialiśmy w maju na temperatury średnio 22-25 stopni. Jednego roku było tam niemal 30 stopni i zamiast term wybraliśmy park wodny. Również i tam zwiedzić można liczne winnice, ale i trasy do lekkiego trekkingu. Zachwycił nas tam również smak podanego w restauracji przy winnicy Laposa gulaszu z węgorza, oczywiście w towarzystwie wina i bajecznego widoku na Balaton i wzgórze porośnięte winoroślami. Niedaleko na północ znajdują się Tapolca z podwodnym jeziorem do zwiedzania łodzią. Same miasteczko też jest urokliwe z sadzawką i młynem wodnym.
Dla mnie osobiście najbardziej atrakcyjne na wycieczki piesze były trasy na półwyspie Tihany, słynące z pól lawendy. Sam półwysep jest bardzo zielony a szlaki ku mojej radości przebiegają obok pól lawendowych i wzgórza z których roztaczał się widok na całą okolicę. Nieopodal parkingu znajduje się mała kawiarenka, którą namiętnie odwiedzaliśmy by na dobry start posilić się kawą i ciachem. Stamtąd właśnie zaczynał się jeden z ciekawszych szlaków. Chronione wiewiórki ziemne (suseł), które zamieszkują trawiaste tereny utrzymywane przez wypas bydła i białe krowy z olbrzymimi rogami są atrakcją zarówno dla dorosłych jak i dzieci. Atrakcja znajduje się nieopodal kawiarni na początku trasy pieszej.
W samym Tihany można zjeść lawendowe lody, kremówki wypić wino a nawet gin! Można też zaopatrzyć się w lokalnie wytwarzany olejek lawendowy i wszelkiego rodzaju lawendowe kosmetyki wprost od producenta. Półwysep Tihany jest bardzo malowniczy a kawa wypita w restauracji na wzgórzu przy przepięknym XI -wiecznym klasztorze Benedyktynów z widokiem na Balaton to świetny pomysł na popołudniową przerwę w zwiedzaniu.










BUDA/PESZT, czyli stolica kraju
Budapeszt – stolica Węgier, to jedno z niewielu miast w Europie w którym czuję się dobrze. Jest w tym mieście coś co sprawia, że nie czuję się przytłoczona co zwykle zdarza mi się w dużych miastach. Poza tym jest w nim wiele do zobaczenia i odkrycia. Zabytkowe termy Gellerta to naprawdę nie lada gratka. To nie tylko termy to podróż w czasie i niezwykłe miejsce, które łączy w sobie funkcjonalność z ówczesną estetyką i architekturą, która nie dorównuje nowoczesnym obiektom tego typu. My zdecydowaliśmy się odwiedzić termy Szecheny znajdujące się w zabytkowym parku. To również miejsce z historią. Termy zostały otwarte w 1913 roku jako pierwszy obiekt tego typu po stronie Pesztu. W pierwszym roku działalności przyciągnęły 200 000 odwiedzających! W ciągu lat wielokrotnie ulegały zmianom poprzez modernizacje i budowę nowych obiektów rekreacyjnych.Aktualnie termy te oferują 18 basenów, sauny i odnowę biologiczną. I choć odbiegają od znanych nam nowoczesnych obiektów tego typu a infrastruktura nadal pozostawia jak na obecne czasy wiele do życzenia to jednak klimat i architektura tego miejsca ma w sobie nieodparty urok minionej epoki. Po opuszczeniu term można udać się do parku na kawę lub spacer, co zresztą zrobiliśmy. Budapeszt oferuje wiele atrakcji i nie sposób ich wszystkich opisać, ale z pewnością każdy znajdzie w tym mieście coś dla siebie!










REGION A WINO
Wina są skarbem Węgrów a winnice nierzadko ulokowane w niezwykłych miejscach jak Bolyki, które znajdują się w starym kamieniołomie! Zachwyciło mnie to miejsce, wina i etykietki zresztą też! Zwiedziłam w swoim życiu wiele winnic najwięcej we Francji ale i w wielu innych krajach Europy ale to miejsce jest naprawdę wyjątkowe. Spotkaliśmy tam turystów z „nowego kontynentu” i Oni również byli tym miejscem zachwyceni i dodam że nie była to pierwsza winnica którą zwiedzili w Europie. Tokaj słynie głównie z win słodkich a wśród nich koronowane miejsce zajmuje Ashu. Eger to głównie wina czerwone natomiast Badacsony oferuje białe wina o „mineralnym smaku”, często produkowane z winogron o nazwie Olaszrizling.
WĘGRY – co kupić?
Zawsze wracamy z zapasem suszonej papryki, która nie ma sobie równych i oczywiście z winami w cenach i jakości jakiej można pozazdrościć Węgrom. Można tam kupić wino na każdą kieszeń a niemal każde z nich po przekroczeniu kwoty 5E za butelkę nie powinno nas rozczarować. Ja najbardziej lubię wina z winnic: Bolyki, Gal Tibor, Disznoko czy Kardos, (świetne wino i właściciel z niezwykłą pasją, który opowiada o winach w sposób, który lubię czyli rzeczowo, lekko i z uśmiechem), i Rakoczi – doskonałe wina o różnym stopniu słodyczy, (degustacja była czystą przyjemnością) oraz niezwykła i najlepsza jak dotąd kadarka od TITI – Gal Tibor – fenomenalny smak!
Kocham wina, ale nie przepadam za winiarskim „zadęciem”. Natomiast na Węgrzech zwykle spotykało nas niezwykłe zaangażowanie ze strony winiarzy. Wysłuchaliśmy wiele interesujących opowieści o ludziach, którzy tworzą lokalne wino jak choćby ta dotycząca Gala Tibora. Nawet jeśli nie bardzo znacie się na winach, ale lubicie próbować i smakować to węgierskie winnice i wina nie rozczarują Was.






POZA SZLAKIEM
Gdy w maju 2025 roku wybraliśmy się w 6 tygodniową podróż i po pobycie w Tihany ruszyliśmy w dalszą drogę w stronę Chorwacji zatrzymaliśmy się na nocleg. Po drodze mijaliśmy liczne malownicze winnice aż w końcu dotarliśmy do małego miasteczka, właściwie wsi, traktując ją teoretycznie jako punkt przejazdowy. Jednak to miejsce, okazało się być niezwykle klimatyczne i spokojne. W okolicach zamek do zwiedzenia ( dokładnie to zamek Hegyesd (węg. Hegyesdi vár) który został wzniesiony na szczycie stożka wulkanicznego (281 m n.p.m.) w pobliżu miejscowości Hegyesd aktualnie to raczej pozostałości rui z których roztacza się piękny widok na okolice) i totalny spokój. Jest też jeziorko w miejscu po dawnej kopalni dolomitów. Zostaliśmy tam jeszcze kolejną noc żeby naładować baterie na dalszą trasę. Często bywa tak, że to co nie jest planowane przynosi niespodziewane i zaskakująco miłe odkrycia. Nie zawsze należy podążać wyłącznie głównymi trasami. Sami przekonaliśmy się o tym wielokrotnie odkrywając na trasach „przez” ciekawe, niezwykłe a przede wszystkim spokojne miejsca.
Węgry zawsze kojarzą mi się z winem, termami, słońcem i kwitnącymi polami słonecznika, polami maku i makówek (na jesieni). Czas płynie tam jakby inaczej, wolniej, tak samo jak u naszych sąsiadów Czechów. Miejsca te są dla mnie tak atrakcyjne, bo spędza się tam urlop niespiesznie i bez tłumów. Najważniejsze jednak nie jest to jakie miejsce odwiedzicie, ale kiedy! Ceny w sezonie letnim mogą przyprawić o zawrót głowy, bo są bardzo wysokie, wyższe niż na Chorwacji czy nawet we Włoszech! Inaczej sytuacja wygląda na wiosnę. Mimo iż w ciągu ostatnich lat ceny również i na Węgrzech wzrosły to nadal uważam, że w odpowiednim terminie można i warto odwiedzić ten kraj, zwłaszcza jeśli nie mieliście okazji tam być a lubicie wina, termy i święty spokój. Doskonałym czasem jest majówka.
Korektor: Sabinka
Artykuł nie zawiera sponsorowanych linków, służą one jedynie za punkty orientacyjne do samodzielnego odkrywania Węgier.